.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bajka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bajka. Pokaż wszystkie posty

24 kwietnia 2016

Złote Piórko

W dalekim państwie na końcu świata, o którym nikt już nie opowiada, była kraina. W owej krainie mieszkała dziewczyna co los ciężki miała, na który nigdy nie narzekała. A kiedy smutek ją nachodził i z sił opadała, to przyjaciółka Gąska pomocne skrzydło jej podawała. Lecz chwil ich wspólnych nadszedł kres, kiedy Gęś magiczne jajo musiała znieść.
Jak to się zaczęło i co było dalej, bajka moja opowie zrozumialej!


Działo się to wtedy, kiedy jeszcze nikt nie słyszał o Magicznym Świecie zamieszkiwanym przez Dostojne Gęsi. W świecie tym wszystko miało swoje miejsce. Sprawy były zawsze wykonane do końca, godziny pracy, spacerów czy robienia zakupów były ściśle przestrzegane. Mottem mieszkańców był ład, porządek i harmonia.
Władzę sprawowali tam młody król Żak, piękna królowa Ana oraz mała królewna Ila. Byli dwunastymi monarchami Magicznego Świata. Mieszkali wśród chmur w pięknym pałacu z dwiema wieżyczkami i trzema tarasami. Prowadziły do nich kryształowe schody. Ściany wykonane były z masy perłowej. Wieżyczki i tarasy pokrywał księżycowy pył. Wokół rozciągał się cudowny ogród pełen drzew, krzewów i wielobarwnych kwiatów. Alejki w ogrodzie były wyściełane słonecznym puchem, z fontanny tryskała złota woda, a ławki były lekkie i miękkie jak chmury. Pałac zbudował przed wiekami król Artek, pierwszy władca Magicznej Krainy, który męczony wędrówką zatrzymał się w cieniu parasola Smoczej Draceny i zapragnął tam pozostać.


Królowa Ana wyróżniała się nie tylko urodą, ale także mądrością. Król był przystojny, dobry i sprawiedliwy. Obydwoje uwielbiali swoją córeczkę, która właśnie obchodziła trzecie urodziny. Na przyjęcie urodzinowe Ili zaproszono mieszkańców całej Magicznej krainy, a że było ich nie mało i każdy chciał choć z daleka zobaczyć królewnę to zabawa trwała już od tygodnia.

Pewnego razu stało się coś, co zakłóciło poukładane życie królewskiej pary!

O świcie, hałas obudził Awę, nianię małej królewny. Była to młoda i rezolutna gąska. Zawsze uśmiechnięta i chętna do pomocy. Kiedy wyglądnęła za okno, zauważyła postać zbiegającą po schodach pałacowych i mocno trzymającą jakieś zawiniątko. W tej chwili Awa przypomniała sobie, że hałas, który ją obudził to nic innego, jak płacz królewny Ili! Pobiegła do jej sypialni i wtedy, najgorsze przeczucie okazało się być prawdą. Maleństwa nie było!
- O, nie! Co ja powiem królowej? Przecież biedaczka uschnie z rozpaczy lamentowała niania
Po chwili rodzice małej gąski weszli do jej sypialni.
- Nianiu! Gdzie nasza córeczka? -spytał tata król
- Oh Królu, obudził mnie rano hałas dobiegający za okna, wyjrzałam i zauważyłam, że ktoś zbiega po pałacowych schodach i mocno coś trzyma. Wtedy przybiegłam tutaj i zorientowałam się, że Królewna została porwana, a po chwili weszliście Wy i resztę już znacie. -opowiedziała Awa jednym tchem
Rozpacz rodziców była olbrzymia.
Zarządzono poszukiwania gąsiątka.
Niestety kiedy je odnaleziono, okazało się, że znajduje się w świecie ludzi a w nim Doniosłe Gęsi nie mogły chronić jej swoją magią. Pozostało im czekanie, aż do szesnastych urodzin Ili. Wtedy każda gęś z Magicznego Świata otrzymuje dar mocy, a wraz z nią poznaje dzieje swoje i swojego rodu. Cała moc gromadzi się w złotym piórku, które wyrasta tuż po narodzinach. Gdyby jakaś gęś urodziła się bez takiego piórka nie mogłaby posiąść magii. Na szczęście  w Magicznym Świecie jeszcze nigdy nie słyszano o takim zdarzeniu.

Królewna dorastała w domu czarodziejki o imieniu Tora. Była to piękna kobieta o dużych morskich oczach i pociągłej twarzy zalewanej falą złotych loków. To właśnie Ona porwała małą gąskę.
Kiedy Tora była jeszcze dziewczynką, usłyszała jak jej babcia opowiadała historię o świecie zamieszkiwanym przez Dostojne Gęsi i o złotym piórze, w którym gromadzi się moc ich magii. Już wtedy Tora zapragnęła odebrać jakiejś gęsi jej moc. Jednak nie wiedziała, że będzie musiała czekać do piętnastych urodzin gąski!


Minęło trzynaście lat. Pomimo upływu czasu królewna nie zagościła w sercu Tory. Nie czując się kochaną pewnego dnia Ila spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i uciekła.
Wędrowała wiele dni. Napotkani ludzie chętnie dzielili się z nią posiłkiem i towarzystwem. Nieraz rozmowy trwały całymi godzinami, bo Ila była bardzo mądrą osóbką.    Pewnego dnia zmęczona położyła się obok przydrożnego kamienia i zasnęła. Przechodziła tamtędy uboga dziewczyna, która zobaczywszy śpiącą gęś, zlitowała się nad Nią.
 - O młodziutka gąsko taka jesteś śliczna szkoda, żeby Cię tutaj wilki zjadły. -powiedziała, zabrała ją do domu i położyła na poduszce.
Młoda królewna po przebudzeniu nie wiedziała gdzie jest. Leżała na małym metalowym łóżku stojącym pod ścianą niewielkiego pokoiku. Było w nim jedno okno, przez które wlatywały Jaskółki. Pod nim stał stary biały stoliczek z pokrzywionymi nogami i krzesło. W rogu stała wąska, stara szafa. Ściany pokoju zapomniały już jaki miały kolor, ale spod spękań dało się zauważyć resztki farby i tapety z delikatnym kwiecistym wzorem. Pomimo skromnego wyglądu pokoik był czysty i przytulny. Na podłodze leżał wypłowiały, ręcznie tkany dywanik, a na stoliku stała miska z owocami i talerz z cudownie pachnącą, świeżą bułką. Wystraszona gąska chciała schować się gdzieś i zaczęła nerwowo biegać po pokoju.
- Hej, a co Ty chcesz zrobić? -usłyszała. Nie hałasuj tak. Mam na imię Nina, a Ty?
Jej oczom ukazała się drobna dziewczyna o oczach jak lśniące węgliki. Była w połatanej sukience, fartuchu i opasce przytrzymującej kasztanowe włosy.
- Ila
- Kiedy rano mijałam kamień nie było Cię tam. Skąd się wzięłaś?
- Bardzo długo wędrowałam i moje nogi odmówiły posłuszeństwa. A kiedy już usiadłam ogarnęło mnie takie zmęczenie, że zasnęłam. Obudziłam się dopiero tutaj. Dalej chyba nie muszę opowiadać?
- Nie, przecież wiem co było dalej. -odpowiedziała z uśmiechem Nina
Częstując nową znajomą pyszną bułką pytała dalej:
- Powiedz mi proszę, skąd pochodzisz? Gdzie jest Twój dom?
W tym momencie Ila zamilkła. Jak miała odpowiedzieć na pytanie, skoro nie znała odpowiedzi? Odkąd pamięta mieszkała z Torą, innego domu nie miała i nie znała, ale w głębi serca zawsze czuła, że jej miejsce jest zupełnie gdzie indziej.
- Mieszkałam z czarodziejką o imieniu Tora. Nie wiem jak daleko stąd. Nie byłam u niej szczęśliwa bo źle mnie traktowała i ciągle narzekała. Pewnego dnia postanowiłam zmienić swój los i uciekłam.
- Jeśli nie masz nic przeciwko temu, żeby tu zamieszkać to ja chętnie zostanę Twoją przyjaciółką. -zaproponowała Nina
- Jakże mogłabym nie chcieć zamieszkać z Tobą?! -z zachwytu krzyknęła królewna, przecież w ciągu jednego dnia dałaś mi więcej niż Tora przez piętnaście lat. Ona nigdy nie chciała zostać moją przyjaciółką i nie rozmawiała ze mną tak jak Ty. Wiesz Nino, jesteś bardzo mądra i masz dobre serce, wierzę, że kiedyś los wynagrodzi Cię za wszystko co robisz.
- Nie sądzę, ale dzięki za dobre słowo. Wydaje mi się, że powinnyśmy już położyć się spać, bo jutro kolejny pracowity dzień. -powiedziała i zgasiła światło.
Od tej pory obie dziewczyny mieszkały razem.
Minął rok, a o istnieniu gęsi nikt oprócz Niny nie wiedział ponieważ dom, w którym mieszkała należał do macochy dziewczyny. Była Ona osobą surową i nie lubiąca nikogo, poza sobą. W ciągu dnia nie pozwalała swojej pasierbicy na odrobinę odpoczynku, chociaż sama nic nie robiła. Nie mogła mieć znajomych ani przyjaciół i musiała być na każde skinienie macochy. Dziewczyna nigdy nie skarżyła się na swój los. Wypełniała polecenia i nie myślała o innym życiu. Może dlatego, że na rozmyślenia nie miała czasu! Ila była dla Niej jak plaster na ranę, wspierała ją i dodawała otuchy.

Od pewnego czasu coś dziwnego działo się z piękną gęsią. Wprawdzie dorosła i wydawała się być bardzo dostojna, ale często smutna. 
- Co Ci jest moja kochana gąsko? -pytała zmartwiona Nina
- Sama nie wiem -odpowiadała Ila, czasem czuję, że zaraz wybuchnę, a czasem jest mi tak smutno jakbym tęskniła za czymś, tylko nie wiem za czym.
- Moja biedna smutna gąska, jak mogę Ci pomóc?
- Kochana przyjaciółko, pomagasz mi co dnia!
Pewnego razu o świcie Ila zerwała się z łóżka i obudziła Ninę.
- Wstań proszę muszę opowiedzieć Ci co widziałam!
- Co widziałaś? Gdzie? Kiedy? -zaspana Nina nie mogła nic zrozumieć
- Dzisiaj w nocy nie mogłam spać. Dotknęłam mojego złotego piórka i znalazłam się w przeźroczystej kuli, która opowiedziała mi pewną historię! Wyobraź sobie, że moi rodzice to królowie Magicznego Świata z resztą tak samo jak ich rodzice i dziadkowie, a ja jestem królewną!
- To jak znalazłaś się w świecie ludzi?
- Według kuli zostałam porwana z kołyski przez czarodziejkę Torę. Chciała zabrać moje piórko i przejąć jego moc, ale nie wiedziała, że będzie musiał czekać aż szesnaście lat. Bo dopiero w tym wieku każda z gęsi otrzymuje dar magii.
Nina jeszcze nigdy nie słyszała tak niesamowitej historii.
- Teraz kiedy już wiesz gdzie jest Twój dom i rodzina na pewno odejdziesz? -spytała 
- Nie, nie odejdę. Nie mogłabym zostawić Ciebie samej z tą okropną macochą, a z resztą przecież ja nie wiem jak mogłabym dostać się do Magicznego Świata.
Tak naprawdę kula przekazała królewnie jeszcze jedną wiadomość, jednak o tej nie powiedziała przyjaciółce. Wkrótce Nina miała sama dowiedzieć się co jeszcze czekało młodą królewnę
.
Po długich trzech latach od poznania prawdy o swoim pochodzeniu, pewnego dnia królewna dziwnie poczuła się. Miała wrażenie, że coś jest w jej wnętrzu. Coś dobrego i delikatnego. Zaczęła podejrzewać, że spełnia się to, o czym nie powiedziała przyjaciółce. Spełnia się jej przeznaczenie, ma znieść magiczne jajo. Dlaczego magiczne? Dlatego, że takiego jaja wykluła się pierwsza Dostojna Gęś, która stworzyła Magiczny Świat. Z takiego jaja wykluła się Ila i wszystkie gąski ze swoimi złotymi piórkami. Bez tego jaja nie byłoby ich  świata!
Po wielu dniach oczekiwania stała się rzecz nieunikniona. Wieczorem, kiedy Nina weszła do pokoju nie znalazła tam swojej przyjaciółki. Nie mogła zrozumieć dlaczego odeszła, przecież obiecała, że zawsze będą razem! Nagle spostrzegła, że w gniazdku leży jajo a obok niego list.
Zaczęła czytać:
- "Moja kochana zaopiekuj się moim maleństwem. Przepraszam, że zostawiłam Cię i wymagam tak wiele, ale kula ostrzegła mnie, że jeśli komukolwiek zdradzę sekret to stracę jajo”.
 Mam nadzieję, że nigdy nie zapomnisz mnie?!"
Przez wiele dni i nocy Nina rozpaczała. Bardzo tęskniła i co rano budziła się z nadzieją, że znowu usłyszy głos Ili. Niestety za każdym razem uświadamiała sobie smutną prawdę, już nigdy nie zobaczy swojej gąski.
Opiekowała się jajem. Pilnowała żeby zawsze miało ciepło i sucho. Wierzyła, że Ila spogląda na Nią i dodaje jej sił.
Pewnego wiosennego poranka obudził ją hałas lub raczej dziwny dźwięk. Na początku słyszała stukanie, później pękanie a na końcu tuptanie!
- Co to może być? Lepiej wstanę i zobaczę, bo może to myszki próbują dostać się do...? Oh nie!
Jej zdziwienie było olbrzymie, kiedy w gnieździe zamiast jaja ujrzała maleńką gąskę ze złotym piórkiem na ogonku!
- O jejku, jaka jesteś śliczna i masz takie piękne piórko! Zupełnie jak Twoja mama. Nazwę Cię Złote Piórko! - radośnie oznajmiła
Mała Złote Piórko mieszkała sobie beztrosko w pokoju Niny, ale do czasu kiedy jej macocha weszła do niego, szukając szpulki nici.
- A cóż to ma być?!! -krzyknęła.
- Gęś w moim domu? Ma stąd natychmiast zniknąć! Najlepiej będzie jak zamieszka w kurniku i to od zaraz! - powiedziała rozzłoszczona kobieta.
 Od tej chwili dziewczyny musiały zamieszkać osobno. Nina została w swoim pokoju a Złote Piórko dostała gniazdko w kurniku. Pomimo tego starały się każdą wolną chwilę spędzać razem. Przecież Nina nie mogła zawieść Ili, to byłoby okropne!
Mieszkanie w kurniku nie było takie złe, było tam ciepło i sucho. Mieszkały w nim także kury, kaczki i nawet kotka o imieniu Zyta, która strasznie nie lubiła zimna. Czasami ptaki śmiały się z niej, że chyba miała urodzić się niedźwiedziem, gdyby tylko potrafiła zapadać w sen zimowy. Kotka nic sobie nie robiła z drwin paskudnych ptaszysk, tylko czasem przeganiała je z jednego kąta podwórka w drugi. Tak, dla zabawy:-)
Mała gąska polubiła Zytę, która jako jedyna nie naśmiewała się z jej piórka na ogonku.
- Nie przejmuj się -mówiła, One porostu zazdroszczą Ci tego, że jesteś inna i każdy zwraca na Ciebie uwagę.
Te słowa pocieszały gąskę i zaraz wracał jej dobry humor. Pewnego dnia kury, które najbardziej dogryzały malutkiej królewnie, zawołały:
- Oddaj nam swoje złote piórko, przecież Ty nie potrzebujesz go. Jesteś cała szara a my kolorowe, nam będzie bardzie pasowało, koookoko!
- Jak podzielicie się nim, jest was wiele a piórko tylko jedno? -spytała przestraszona gęś
- Oookoko, to już nie Twoja sprawa, daj je nam, daj!
- Nie oddam mojego piórka, jestem do niego bardzo przywiązana. Odejdźcie, sio! -krzyczała
Dobrze, że nagle podbiegła Nina i rozgoniła paskudne kurzyska!
- Nino, dlaczego One są takie złośliwe? Dlaczego chciały zabrać mi moje piórko? -spytała smutnie, A może ono jest zaczarowane?
- O, malutka, głupiutka, gąsko. Jak piórko może być zaczarowane? -odpowiedziała jej opiekunka z uśmiechem
Nina chciała zaczekać do szesnastych urodzin królewny i dopiero wtedy powiedzieć jej to, czego przed laty sama dowiedziała się od Ili.
Tego wieczoru Złote Piórko nie mogła zasnąć. Była niespokojna ale nie wiedziała dlaczego? Wyszła na zewnątrz aby obejrzeć gwiazdy, które dzisiaj świeciły najpiękniej. Jakby specjalnie dla niej. Wpatrzona w nocne niebo zauważyła, że jedna z gwiazd porusza się i jest co raz bliżej. Złota wystraszyła się i schowała pod schody prowadzące do kurnika.
- Ojejku, po co ja wychodziłam? Mogłam zostać w środku i nie musiałabym się teraz bać. -lamentowała
 Po chwili gwiazda, która okazała się być złotą bramą wylądowała na podwórku a zza nie wyszły cztery Dostojne Gęsi. Trzy z nich miały na głowach korony i bogato zdobione szaty, byli to królowa Ana, król Żak i Ila. Czwarta gęś, która wydawała się być bardzo zdenerwowana niosła skrzyneczkę obleczoną purpurowym aksamitem, do której wnętrza można było dostać się otwierając kryształową kłódkę.
- Nie bój się. -odezwała się Ila, jestem Twoją mamą.
 Młoda gąska ostrożnie wychyliła się zza schodów.
- Ja nie mam rodziców.
- Mylisz się kochanie. Masz dziadków i mamę którzy bardzo Cię kochają i nie mogli się doczekać Twojego powrotu.
- Dlaczego dopiero teraz przyszliście po mnie?
- Kiedy Tora wykradła Twoją mamę zaburzyła równowagę w naszym świecie. Dopiero Twoje narodziny w świecie ludzi przywróciły ją z powrotem.
W tedy podeszła do niej królowa Ana i zakładając jej koronę na głowę powiedziała:
- Witaj nasza królewno.
 W chwili kiedy korona dotknęła skroni Złotego Piórka rozległ się dźwięk dzwonów.
- Tak biją dzwony w Magicznym Świecie, na znak koronacji -wyjaśniła królowa.
Dzwony obudziły Ninę. Dziewczyna wyszła z domu i nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła.
- Ila!
- Witaj Nino!.
Stare przyjaciółki nie mogły się sobą nacieszyć. Rozmawiały do rana, każdy temat był ważny i godny omówienia.
Złota w tym czasie wypytywała dziadków o Magiczny Świat.
Wraz z nadejściem promieni słonecznych nadszedł czas rozstania. Ale żadna z nich nie smuciła się ponieważ wspólne chwile nauczyły je miłości, szacunku i pokory.
Teraz młoda królewna miała opuścić krainę ludzi i powrócić do swojego prawdziwego domu. Najpierw chciała pożegnać się ze swoją opiekunką.
- Nino, przepraszam, że zostawiam Cię tutaj samą ale moi dziadkowie są już starzy i chcę razem z mamą zaopiekować się nimi.
- Moja kochana gąsko! Nie przepraszaj, tam jest Twój dom.

Przyjaciółki pożegnały się gorącym uściskiem i nigdy więcej już się nie zobaczyły.


Dzięki sile i odwadze Ili, Nina postanowiła odmienić swój los i ...wybrała się w podróż.








c.d.n.

Studnia

W pewnym miasteczku, którego nazwy nie pamiętam była studnia przeklęta. Kto do niej spojrzał, wnet szybko znikał i nigdy nie wracał.
Wieść o owej studni szybko obiegła miasteczko i cały kraj, a że mieszkali w nim ludzie przesądni i bojaźliwi, żaden nie próbował dociec, dlaczego i skąd wzięła się tajemnicza studnia. A jeśli już znalazł się ktoś, kto głośno wyrażał swoje myśli, był uznawany za szaleńca.
I tak trwało to 300 lat, aż pewnego wiosennego ranka do miasteczka dotarła wiadomość, że wielki mag Syriusz postanowił uwolnić mieszkańców od złej studni. Wszyscy czekali na przybycie wybawcy, lecz kiedy tylko Syriusz przekroczył bramę miasta i zbliżył się do studni, ta pochłonęła go jak wszystkich, którzy w ciągu wieków, choć na ułamek sekundy zbliżyli się do niej.
Lecz Syriusz jako, że był magiem i posiadał zdolność przeczuwania złych wydarzeń ubezpieczył się i zanim studnia pochłonęła go rzucił na nią czar osłabiający jej siłę, przez co będąc w jej wnętrzu zachował swoje moce.
Ku jego zdziwieniu, studnia od wewnątrz była przepiękną krainą kolorów, zapachów i magii. Spotkał tam istoty nie znające przemocy. Miały różny wygląd, jedne były podobne do ludzi inne do ziemskich skrzatów a jeszcze inne nie przypominały wyglądem niczego co znał. Zdziwiło go, że znały ludzką mowę i zwyczaje zupełnie tak, jakby to byli ludzie, którzy za złe uczynki zostali ukarani zmianą postaci. Syriusz nie był pewien na ile może im zaufać i czuć się bezpiecznie.
Wędrując przez magiczną krainę obserwował jej mieszkańców i uczył się od nich. Czego? Dobra i wiary w siebie jak i w ludzi. Z daleka od świata jaki znał, poznawał prawdziwą magię. Nie taką, którą zaczerpnął z ksiąg, ale taką, której oprócz uporem i wytrwałością nie nauczyłby się. Była to magia miłości i przyjaźni oraz szacunku do drugiej osoby. Po wielu latach wędrówki Syriusz zapomniał o świecie, z którego pochodził. Nie używał też swoich czarów. Wszystko czego potrzebował było na wyciągnięcie ręki. Kiedy był głodny wystarczyło, że pomyślał o tym co chciałby zjeść a dostawał to w mgnieniu oka. Kiedy był spragniony wyłaniało się z ziemi źródło z krystalicznie czystą wodą, a kiedy było mu za gorąco drzewa, które rosły bardzo gęsto, rozkładały swoje korony aby osłonić go przed słońcem. Jednym z tych drzew był Ebi, wędrowne drzewo - samotnik, ponieważ był jedyny ze swojego rodzaju. To od niego Syriusz dowiedział się, że wszystkie istoty w magicznej krainie to ludzie, których pochłonęła studnia. Mieli oni pozostać przemienieni do czasu, aż pojawi się ktoś, kto zdoła przechytrzyć i obezwładnić złą studnię. Syriuszowi udało się to wszystko zrobić w momencie kiedy rzucił na nią czar. Jedyne co mu pozostało, to odnalezienie wrót ukrytych na rozwidleniu ścieżek. Mijał już tyle rozwidleń, skąd miał wiedzieć które są właściwe?!
Idąc i rozmyślając zobaczył znak stojący przy ścieżce. Napis na nim mówił, że zbliża się do rozwidlenia, na którym ukryte są wrota wyjścia, ale tylko wtedy będzie mógł je otworzyć jeśli ułoży napis, który powinien znajdować się nad wrotami. Kiedy dotarł do rozwidlenia nie mógł uwierzyć własnym oczom, naprawdę znalazł wrota! Były olbrzymie i piękne, miał wrażenie, że stoi przed królem i całym dworem. Po chwili na kawałku betonowej płyty tuż przed nim, pojawiły się porozrzucane litery z których miał ułożyć wyraz. Pierwsza myśl jaka przebiegła mu po głowie to, że wyraz ten musi być bardzo ważny i piękny, ale z czasem, kiedy próbował go ułożyć, a litery zmieniały się tak jak jego pomysły zaczął wątpić. Wtedy przypomniał sobie napis na znaku przy ścieżce i to o czym bardzo często przypominali mu przyjaciele z krainy- o wyjściu z niej. Kiedy tylko ułożył wyraz „wyjście” wrota otworzyły się. Wreszcie Syriusz i wszyscy mieszkańcy magicznej krainy mogli powrócić do swoich domów!
Po wyjściu ostatniej osoby, wrota z wielkim trzaskiem zamknęły się a zła studnia zniknęła i nigdy więcej nie pojawiła się w miasteczku. Słyszano tylko, że w pewnym mieście innego kraju pojawiła się, ale nie bez powodu.
Kiedy ludzie zatracali się w swojej bezwzględności, zapominali co to miłość, przyjaźń i szacunek przychodziła studnia zła i uczyła ich co dnia, jak żyć w zgodzie i przyjaźni, bez przemocy i bez kłamstw.
A w naszym miasteczku wspominają ową studnię po dziś dzień i są jej ogromnie wdzięczni!




Koniec.

Mieszkańcy Sosnowego Lasu 3

Drapaki

- Felusiu! -zawołał tata, przynieś mi proszę ten klucz z dużym oczkiem!
- Ten, który leży na dnie skrzyni z narzędziami? -spytał synek
- Tak, dokładnie ten!
- Ale ta skrzynia jest bardzo głęboka i może nie znajdę tego klucza albo wpadnę do niej a ona zamknie pokrywę i już mnie nikt nie znajdzie?! -lamentował mały leniuch
- Och Felusiu, nie wygaduj bzdur. Jak skrzynia może sama zamknąć pokrywę? Chyba, że zrobią to Drapaki.
Chłopiec popatrzył na ojca  i szybko pobiegł do garażu, w którym stała skrzynia. Okrążył ją może trzy razy, ale żadnych Drapaków nie zauważył. Wziął klucz i zaniósł tacie.
- Tato, w garażu nie było żadnych Drapaków.
- Hm, bo One pokazują się tylko tym, którzy w Nich wierzą.
- To ja już wierzę, mogę zobaczyć czy przyszły?
- Możesz, a po drodze przynieś mi te podpórki do drzewek. -odpowiedział zniecierpliwiony tata
Kiedy okazało się, że Drapaków jak nie było tak nie ma, zniecierpliwiony chłopiec pobiegł do swojej siostry aby opowiedzieć jej o tych niewidzialnych gościach.
- To One są niewidzialne? -spytała Marysia
- Tak naprawdę to nie wiem. Ale skoro powiedziałem, że wierzę a dalej ich nie widzę to muszą być niewidzialne!
- To może choćmy do taty? On nam wszystko dokładnie wytłumaczy. -powiedziała Marysia.
Tata nie specjalnie rwał się do zajmującej rozmowy z dziećmi bo akurat przywiązywał młode drzewka do podpórek, które sam musiał sobie przynieść.
- Idźcie do mamy, może Ona jest mniej zajęta i opowie Wam jakąś historyjkę o Drapakach.
- Mamusiu opowiedz nam o tych niewidzialnych gościach-poprosiła Marysia
- Jakich gościach?
- Tych Drapakach, o których tatuś powiedział Felkowi.
- Hm. One nie są niewidzialne, tylko bardzo płochliwe. Pokazują się tylko tym, którzy naprawdę w Nie wierzą.
- A co One robią? Potrafią czarować?
- Tak dokładnie nie wiem, bo nigdy ich nie spotkałam. Moja babcia a wasza prababcia opowiadała mi, że Drapaki pomagają w domu i ogrodzie.
Tego wieczoru dzieci nie mogły usnąć. Tak bardzo chciały aby i w ich domu zamieszkali tacy goście.
Ale w końcu zmęczone oczka powiedziały dobranoc.
Rano Feluś zerwał się z łożka jak oparzony.
- Obudź się Marysiu! -zawołał Idziemy na poszukiwania!
- A czego będziemy szukać? - spytała zaspana Marysia
- Nie czego tylko kogo! Drapaków!
Dziewczynka ze zdziwienia otworzyła szeroko oczy.
- Dobrze, ale na wyprawę musimy mieć dobrze zaopatrzone plecaki.
- Masz rację pani siostro. Najważniejszy jest prowiant i woda najlepiej z sokiem.
- Dzieci sniadanie!- usłyszeli wołanie mamy dochodzące z kuchni.
- Już idziemy mamo!
Zbiegły na dół, wpadły do kuchni i w pośpiechu zjadły śniadanie
- A gdzie Wy tak pędzicie? -spytała zdziwiona mama
- Idziemy szykać Drapaków, bo w garażu ich nie było -odpowiedziały wspólnie
- Ooo, jak tak to zaczekajcie chwilkę
- Mama weszła do spiżarki i chwilkę czegoś szukała.
- O, już mam -powiedziała szeptem
Wyszła i wręczyła dzieciom po sporym kawałku piernika.
- Tylko nie zjedzcie go od razu, zostawcie sobie na drogę! -zażartowała
Maluchy podziękowały, zabrały swoje wypakowane po brzegi plecaki i wyruszyły. Celem ich wyprawy była drewutnia w ogrodzie dziadka.Kiedy dotarły na miejsce byli tak zmęczeni, że położyli się pachnącej łące i zasnęłi. Aż tu nagle, jakby spod ziemi wyskakują jakieś stworki i zabierają się do ich piernika.Feluś zerwał się na równe nogi i wystraszył Marysię. Potem obydwoje schowali się za drzewem i obserwowali te dziwne istoty wyglądem przypominające surykatki tylko troszkę większe i o zielonych futerkach.
- Czy Wy jesteście Drapakami? -spytała niepewnie mała ciekawska Marysia
- Tak a skąd wiesz? -odpowiedziały
- Nasz tata opowiedział nam o Was. -powiedział Feluś i z już większą pewnością wyszedł zza drzewa.
- Jest nam bardzo miło Was poznać. Ja jestem Feluś a to moja siostra Marysia. Wy macie imiona?
- Niestety nie. Kiedy jakiś Drapak chce zawołać innego wydaje odpowiedni dzwięk i gotowe.U nas nazywa się to najękiwaniem.
- Troszkę śmieszne. -zahihotała Marysia
- Haha, bardzo zabawne! -rozzłościł się jeden z drapaków
- Przepraszam, już więcej nie będę śmiała się. Obiecuję! -powiedziała zawstydzona dziewczynka
- Czego szukacie w ogrodzie naszego dziadka? -spytały dzieci
- Niczego, po prostu wybraliśmy się na spacer i spotkaliśmy Was. Ale mieliście zabawne miny na nasz widok!
- Pewnie gdybyśmy siebie wtedy zobaczyli, to sami śmialibyśmy się! -dodały rozbawione szopięta
Popołudnie dzieci spędziły w towarzystwie Drapaków, bawiąc się wesoło.
Na podwieczorek zjadły piernik od mamy i popiły wodą z pysznym sokiem.
Po tak wyczerpującym dniu nie wiedząc kiedy, zasnęły. Spałyby pewnie do rana gdyby nie delikatny wiosenny deszczyk. Lecz kiedy wstały okazało się, że w ogrodzie nie było śladu po nowych znajomych, wszystkie zniknęły. Nawet norka, którą Feluś wykopał specjalnie do zabawy w chowanego.
Szopięta ze zdziwieniem patrzyły na siebie, jakby jedno pytało drugie:
- Czy nam się to wszystko śniło?
Dopiero kiedy zaglądnęły do plecaków i zobaczyły nie zjedzone pierniki i pełną butelkę soku zrozumiały, że Drapaków tak naprawdę nie było.
Po powrocie do domu opowiedziały o swojej przygodzie rodzicom, którzy nie mogli się nadziwić.
Jednak czy możliwe jest aby dwie osoby miały ten sam sen w tej samej chwili?
Myślcie co chcecie a ja Wam mówię, że Drapaki są na świecie!







c.d.n.





c.d.n.

Mieszkańcy Sosnowego Lasu 2

Pan Bóbr.
 
  Lato kończyło się i powiewał chłodny wiatr. Wszystkie zwierzęta szykowały zapasy na mroźną zimę. Jedynie pan Bóbr siedział w swojej norce i nie wychylał z niej nosa. Rodzina szopów martwiła się o niego, jak przetrwa mrozy bez zapasów? Mama i tata szopiątek wybrali się z wizytą do sąsiada, aby dowiedzieć się dlaczego nie szykuje się do zimy? Niestety nie udało im się wejść do środka, gdyż nikt im nie otworzył drzwi. Bardzo zdziwili się, bo mimo swojej oschłości pan Bóbr był kulturalnym zwierzątkiem i na pewno gdyby był w domu to otworzyłby drzwi. Tak więc byli przekonani, że go nie ma, ale cały czas zastanawiali się jak nie zauważony mógł wyjść z domu i do tej pory nie wrócić? Sprawa wydawała się bardzo dziwna i intrygująca, do tego stopnia, że Marysia i Feluś postanowili sprawdzić co naprawdę dzieje się z Bobrem. 
  Z samego ranka, kiedy rodzice wyszli na kolejne zbiory, dzieci szybko ubrały się i pobiegły pod domek sąsiada. Pukały, stukały, wołały, ale nikt im nie odpowiadał i nie otworzył drzwi. Zauważyły, że małe okienko w ganku nie jest domknięte, więc sprytnie wspięły się i weszły do środka. Wewnątrz było czyściutko, ale nie zbyt ciepło. Nagle usłyszały jakby kaszel. Weszły do pokoju i zobaczyły pana Bobra leżącego na łóżku i trzęsącego się z zimna. Okazało się, że słyszał wszystkich, którzy pukali do jego drzwi, ale był tak słaby, że nie mógł ich otworzyć ani zawołać. Dzieci szybko wezwały lekarza, a On stwierdził, że Bóbr ma zapalenie oskrzeli i wysoką gorączkę, więc nie powinien być sam. W tym momencie weszli rodzice szopiątek i powiedzieli, że zaopiekują się chorym.  
  Przez całą jesień leczyli chorego pana Bobra, nawet przenieśli go na ten czas do swojego domu. Tam miał ciepłe łóżko, opiekę i towarzystwo, którego od dawna bardzo mu brakowało. 
  Jesień kończyła się i czuć było w powietrzu mroźne podmuchy zimy. Bóbr był już zdrowy i przeniósł się do swojej norki, aby zbierać zapasy na zimę, ale bardzo tęsknił za szopami więc często ich odwiedzał. 
  Pewnego dnia, kiedy po przebudzeniu spojrzał przez okno zauważył, że spadł śnieg. To był znak, że zima właśnie się zaczęła i pora zapaść w zimowy sen. Niestety mimo wszelkich starań nie udawało mu się zasnąć. Mijał dzień za dniem, cały las spał, a pan Bóbr w ogóle nie był śpiący a na dodatek strasznie brakowało mu przyjaciół. Postanowił zrobić coś dla nich i tym samym odwdzięczyć im się za opiekę. Z samego rana, po śniadaniu wyszedł z domu i poszedł zobaczyć czy norka szopów jest odpowiednio zabezpieczona przed mrozem, albo czy ptaki nie zrobiły dziury w dachu. Wszystko było jak należy, więc Bóbr wrócił do siebie troszkę niezadowolony. Kolejne dni spędził na rozmyślaniu jak może odwdzięczyć się Szopom za ich dobre serca. Najgorsze było to, że wszystko co przyszło mu do głowy wydawało się złym pomysłem. Mijał dzień za dniem a On nadal nie zmrużył oka. Wtedy zrozumiał, że kiedy był chory, a trwało to dość długo, to cały czas spał więc dlatego teraz nie może. Proste! Troszkę poczuł ulgę wiedział, że zna odpowiedź na jedno ze swoich pytań, a co do Rodzinki mieszkającej obok, stwierdził, że kiedy tylko przyjdzie wiosna, pierwszy przywita ich i zrobi im porządek wokół norki. Tak więc nie martwił się dalej i zaczął porządki. Najpierw postanowił odświeżyć swój domek. Pościerał kurze, omiótł pajęczynki, pozmywał naczynia i podłogę. Kiedy już uporał się ze wszystkim, wyszedł na zewnątrz, aby i tam dokonać potrzebnych napraw lub sprzątnąć. Niestety mimo, że śniegu już nie było nie mógł pracować. Przeszkadzało mu błoto, które było oznaką kończącej się zimy. Wprawdzie ptaki jeszcze nie śpiewały i nie widać było pączków na gałęziach drzew, ale wiadome było, że wiosna nadchodzi i jest bardzo blisko! Po pracowitym dniu zmęczony Bóbr usiadł w fotelu z filiżanką gorącej czekolady i nie wiedząc kiedy, zasnął. Kiedy obudził się wyjrzał przez okno.  Słońce, które mocno świeciło błysnęło mu po oczach i musiał je zmrużyć to był znak, że najwyższa pora wziąć się do dekorowania domku Szopów. Po skończonych pracach stwierdził, że zrobi niespodziankę wszystkim zwierzętom i udekoruje norkę każdego z nich. Bardzo podobało mu się takie zajęcie, kiedy skończył było już bardzo późno więc szybko poszedł do swojego domu. Tam zjadł kolację i po raz drugi w tą zimę zasnął. 
  Rano obudziły go hałasy dobiegające zza drzwi. Kiedy otworzył zobaczył wszystkich mieszkańców lasu, nie zabrakło też rodziny Szopów. Zebrali się, aby podziękować za tak pięknie uporządkowane ogródki i przystrojone domki. Od tego dnia wszyscy żyli w zgodzie i byli z tego powodu bardzo szczęśliwi.

C.D.N.

Mieszkańcy Sosnowego Lasu

 Marysia, Feluś i Jaś

  W głębi wielkiego lasu otoczonego wstęgą pokaźnych gór i bystrych potoków, po środku gaiku sosen mieszkała rodzina szopów. Tata szop, mama szopowa i dwójka małych szopiątek, Marysia i Feluś. 
Rodzice byli niezmiernie dumni ze swoich dzieci, a w całym lesie nie było zwierzęcia, które nie chwaliłoby Marysi i Felusia. Po prostu były to bardzo miłe i grzeczne szopiątka chętne do pomagania innym. Rodzina ta miała sąsiada pana Bobra, który jako jedyny nie lubił szopiątek. Ale nie tylko ich, pan Bóbr dla wszystkich mieszkańców gaiku sosnowego był bardzo nie miły, a na zwierzęta z dalszej części lasu zastawiał pułapki. Wszyscy zastanawiali się dlaczego jest taki zły? Niestety nikt nie wiedział jak bardzo pan Bóbr bał się zwierząt. Kiedyś został skrzywdzony, przez starego niedźwiedzia Rotwalda, który oszukał biednego Bobra udając jego przyjaciela, a w rzeczywistości chciał go okraść.
  Od tamtej pory minęło wiele lat, ale pan Bóbr nadal nie ufał nikomu, po za sobą.
Pewnego razu, w piękny słoneczny dzień Marysia i Feluś mieli udać się do pani Myszy Polnej po ziarna na mąkę i suszone owoce do ciasta, które ich mamusia miała upiec na konkurs. Kiedy byli w drodze do Myszarni, spotkali swojego kolegę ze szkoły zajączka Jasia. Powiedział im, że zna skrót dzięki któremu będą mieli o połowę drogi mniej. Szopiątka zgodziły się, aby kolega pokazał im ten skrót sądząc, że dzięki niemu będą mieli więcej czasu na drogę powrotną, gdyż już wtedy mieli nieść worki z ziarnami i suszonymi owocami a wiadomo, że z ciężarem idzie się wolniej. Zajączek kierował się w stronę ciemnego boru. Dzieci bały się trochę, bo jeszcze nikt tam nie wchodził i nie wiedziały co może je spotkać. 
  W środku bór nie różnił się od reszty lasu jedynie korony drzew były tam gęstsze i światło słoneczne nie dochodziło tam, więc pewnie dlatego został nazwany ciemnym borem. Po chwili dzieci zorientowały się, że droga którą idą nie prowadzi do domu pani Myszy, ale w zupełnie inną stronę. Chciały zawrócić, lecz ciekawość była większa od strachu i szły dalej. W pewnym momencie zauważyły, że las robi się rzadszy, aż w końcu stanęli na jego skraju. Zobaczyli ogromny świat bez drzew, wielkie pole z kukurydzą a za nim jakieś dziwne prostokątne coś, do czego wchodzili ludzie. A co najdziwniejsze na szczycie tego chyba paliło się ognisko, a na pewno leciał dym. Jaś był tak zafascynowany tym co zobaczył, że postanowił sprawdzić co jest w środku. Marysia i Feluś prosili go, żeby tego nie robił i wrócił z nimi do domu, ale Jaś stanowczo odmówił i pokicał w stronę ludzi. Szopiątka stały i przyglądały się co będzie działo się z ich kolegą. 
  Kiedy tylko zajączek przedarł się przez pole kukurydzy od razu zauważyli go ludzie, złapali go i zamknęli w klatce. Wtedy małe szopy postanowiły pobiec do domu i powiedzieć o wszystkim rodzicom. Można sobie wyobrazić jak bardzo mama i tata byli zdziwieni, że dzieci posłuchały małego zajączka i szukały skrótu. To był pierwszy raz, kiedy Marysia i Feluś dostali karę i nie mogli wychodzić z domu, chyba, że w sytuacjach wyjątkowych, a to co przydarzyło się zajączkowi było bardzo wyjątkowe więc szopięta razem ze zwierzętami wyruszyły na ratunek. 
  Po dotarciu na miejsce okazało się, że klatka z Jasiem zniknęła z przed domu ludzi, a więc będą musieli wejść do środka. Poczekali, aż ściemni się i weszli przez mały otwór w drzwiach, zastanawiając się do czego on służy? Niestety kiedy przekroczyli próg odpowiedź sama ich znalazła. Otwór w drzwiach był dla najlepszego przyjaciela człowieka czyli psa. Ku zdziwieniu całej ekipy „ratowniczej” pies o imieniu Wox w ogóle nie miał ochoty ich zjeść, a nawet zaproponował swoją pomoc. Najpierw musieli znaleźć klatkę z zajączkiem, ale to nie było trudne. Za to sprytem musieli wykazać się kiedy okazało się, że klucze do niej wiszą wysoko, na gwoździu przy kredensie. Na szczęście ich nowy przyjaciel Wox był na tyle wysoki, że kiedy stanął na tylnych łapach jedno ze zwierząt mogło wdrapać się po jego grzbiecie i zdjąć klucze z gwoździa. Zostało jeszcze otworzenie klatki, ale to także nie przysporzyło im większego kłopotu. Kiedy już wszyscy, szczęśliwi wychodzili z siedziby ludzi nagle jeden z nich zauważył zbliżającego się człowieka. Nie wiedzieli co mają zrobić, nie mogli przecież zawrócić i nagle Wox jakby dostał szału, zaczął skakać, szczekać i ciągnąć człowieka za nogawkę od spodni, jednocześnie odwracając jego uwagę, a wszystko po to, aby zwierzęta mogły bezpiecznie wrócić do lasu. Nie każdy może pochwalić się takim przyjacielem jakim był Wox. Prawda? Po powrocie, zajączkowi było bardzo przykro, że naraził na niebezpieczeństwo najpierw szopięta, a później wszystkich, którzy przyszli mu z pomocą. Obiecał, że już nigdy nie będzie chodził skrótami i namawiał innych do tak niebezpiecznych wypraw, a zanim coś zrobi, wtem najpierw pomyśli. Przeprosił też swoich rodziców, którzy przecież najbardziej ze wszystkich martwili się o niego i obiecał, że to się nigdy więcej nie powtórzy. 
  Co do Marysi i Felusia to przygoda jaką przeżyli razem z Jasiem była dla nich największą lekcją życia i zarazem nauczką, że nie powinno się chodzić niezbadanymi szlakami.


C.D.N.